Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

March 20 2017

indygo
indygo
Prawdziwe uczucie będzie spontaniczne i przyjdzie całkowicie naturalnie, bez obliczeń i kalkulacji.
— właśnie
Reposted fromfanaberie fanaberie viaRozaa Rozaa
indygo
7589 7efe
Reposted fromkjuik kjuik viapirania pirania
indygo
 Jesteś człowiekiem szczęśliwym, który bywa smutny czy smutnym, który bywa szczęśliwy?
— S.Silverstein
Reposted fromniewychowana niewychowana
indygo
9951 e0b0
Reposted fromkatsiu katsiu viaStenzer Stenzer
9312 ac9b
Reposted frommidnightfox midnightfox viagriber griber
indygo
1165 0a99
Reposted fromarthi arthi viatytek tytek
indygo
4141 a950 500
Reposted fromintotheblack intotheblack viaMaddoxx Maddoxx
3451 1036 500
Reposted fromerial erial viaMaddoxx Maddoxx
indygo

March 19 2017

2197 49ed 500
Reposted fromrhomaa2 rhomaa2 viatytek tytek

March 10 2017

indygo
  Faceci mają pachnieć whiskey i otaczać się dymem z kubańskiego cygara. Piątkowe wieczory spędzać w kasynie i wozić się buick'iem riviera z 1972,  z którego wydobywałby się dźwięk gitary Hendrix'a.
Ma z dumą nosić najlepsze garnitury Boss'a, który połączony z trzydniowym zarostem sprawiłby, że wygląda na cynicznego chama, który nie wie co to savoir vivre.
Do tego bezczelny uśmieszek i błysk  w oku..
Reposted fromNieOdejdeStad NieOdejdeStad viakrewzwodka krewzwodka
indygo

Czasem trzeba Was tylko dobrze wkurwić, żebyście sami się przekonali, że stać was na dużo więcej, niż wam się wydaje.

— Michał Karmowski
Reposted fromnieEstetyczna nieEstetyczna

February 23 2017

indygo
7261 99e4 500
indygo
Kobieta, o którą jej facet się troszczy, jest lepszą kochanką i milszą towarzyszką życia.
— Paulina Młynarska
Reposted fromnacpanaa nacpanaa viajustjustjust justjustjust
indygo
6089 2d97
Reposted fromkrzysk krzysk viacalvados calvados
indygo
5252 d257 500
Reposted fromikari ikari vialadies-warriors ladies-warriors
indygo
Na seksapil składa się w połowie to, co kobieta ma, a w połowie to, co inni myślą, że ma. Nic nie czyni jej piękniejszą, niż wiara we własną urodę.
— Sophia Loren
indygo

Miałam iść na zakupy. W głowie miałam plan: Tiger, H&M, a potem jedzenie w knajpie. iPod włączony na full volume. Nie wiem czemu, włączyła się Marika, ale byłam zbyt leniwa, żeby zmienić kawałek. Przy spożywczaku stoi starsza pani z dwoma bukietami. Mały - z nasturcji, większy - z polnych kwiatów. W tym piwonie, które zawsze kojarzyły mi się z moją babcią. 
Pani spokrzała na mnie: 
- A stoję tak, może kto kupi... - uśmiechając się niepewnie, wyraźnie zawstydzona. Tak, jak by te kwiatki to było coś, czego trzeba się wstydzić.
- Ile kosztują? - spytałam, nie chcąc jej urazić. 
- Ojej, no nie wiem... Najmniej to chyba złotówkę. Najwięcej to chyba trzy złote. Wiesz córeczko, ja nie wiem, ile kosztują takie kwiatki. To z działki takie byle co. Trzy złote za te dwa razem może? Albo dwa? Dwa złote?

DWA ZŁOTE.

Mokrą szmatą w pysk. Witamy w prawdziwym świecie, pustaku. Myślisz, że masz gorszy dzień, że ci smutno, że nikt cię nie kocha, jesteś gruba, nie masz iPhone'a 6, ani buldożka francuskiego, a przecież byłabyś taką dobrą matką. Wieczorem wrócisz do dwupokojowego mieszkania na strzeżonym osiedlu i opowiesz komuś przez Skype'a, jak przez pół dnia odkopywałaś się z maili, potem zjadłaś burgera na lunch, ale sama musiałaś go sobie zrobić i w dodatku był mrożony. Potem napijesz się kilka łyków wina, które rano będziesz musiała wylać do zlewu, bo żywot zakończy w nim cała rodzina muszek-owocówek i położysz się spać w świeżo wymienionej pościeli z Zara Home. Wstaniesz rano, poćwiczysz jogę albo inny pilates, na YT obejrzysz nowy haul zakupowy na kanale laski, której nie znasz i w sumie gówno Cię obchodzi, co wklepuje w ryj, ale patrzysz, bo wydaje ci się, że yerba z internetowego sklepu ze zdrową żywnością jest wtedy mniej gorzka i pasuje do twojego chleba-tekturki, posmarowanego pastą z tuńczyka, przywiezionej z ostatniej wycieczki zagranicznej. Postoisz chwilę przed szafą, marszcząc brwi, wkurzając się, że nie masz się w co ubrać, bo wszystko jest na ciebie za duże, dlatego że mniej żresz i zapominasz, że jeszcze dwa lata temu, siedząc w samej bieliźnie, przypominałaś ludzika Michelin. Znowu za późno wyjdziesz z domu, więc zaklniesz szpetnie pod nosem, czekając na windę, na co obruszy się sąsiadka stojąca obok z psem, który ostatnio przestał trzymać mocz i leje między 2 a 3 piętrem. Wciskasz guzik kilka razy, myśląc, że to coś da. Drugą ręką starasz się rozplątać słuchawki. Przypadkowo wrzucasz klucze do głównej kieszeni w przepastnej torbie i po chwili orientujesz się, że przecież musisz sobie nimi jeszcze bramkę otworzyć, więc grzebiesz w tym syfie, macasz dno, które wciąż pamięta plażę w Sopocie i piach włazi ci pod wypielęgnowane paznokcie. Znajdujesz, otwierasz, wychodzisz do ludzi. Widzisz tramwaj i próbujesz dojrzeć numer, ale słońce świeci ci prosto w oczy. Biegniesz więc na wszelki wypadek i wsiadasz do tego ze skróconą trasą. Wściekasz się. Wysiadasz na kolejnym przystanku i łapiesz kolejny, jadący w dobrym kierunku. Jest miejsce siedzące. Dwa miejsca. Obok ciebie siada żulian, a jego torba w kratę muska twoją napiętą łydkę w nowych spodniach, kupionych na wyprzedaży w sieciówce. Docierasz do pracy, robisz sobie kawę, otwierasz maila i odpalasz fejsa. Scrollujesz przez kolejnych kilka godzin. Od stukania w klawiaturę drętwieje ci prawy nadgarstek, a w lewej dłoni łapie cię skurcz kciuka. Pośmiejesz się z suchych żartów koleżanek z pracy, wyślesz grafikom kilka poprawek od Klienta, przypalisz sobie croissanta na drugie śniadanie i zjesz z przesadnie drogim dżemem z wiśni, w którym więcej jest cukru niż owoców. Zrobisz jeszcze kilka ważnych rzeczy, bez których bieguny ziemskie zamienią się miejscami, a z instagrama znikną wszyscy twoi followersi. Wyjdziesz z zamiarem wydania milionów monet na szmaty szyte w Bangladeszu i kolejny zszywacz w kształcie żaby z wystawionym językiem. Spotykasz starszą panią z dwoma bukiecikami i przekrwionymi oczami, która wykręca z ciebie śrubki krótką wymianą zdań, bo przecież spieszysz się na zajęcia z tańca.

W portfelu miałam tylko dychę. Wręczam ją staruszce. Cofa chudą dłoń, którą wcześniej wyciągnęła w moim kierunku i zaczyna tłumaczyć, że to za dużo i że ona nie chce, bo będzie miała wyrzuty sumienia. W końcu udaje mi się ją przekonać. Łamiącym się głosem dziękuje mi, oczy zachodzą jej łzami, pyta o moje imię. Obiecuje, że będzie się za mnie modlić do końca życia, nawet jeśli niewiele jej go zostało.

Rozryczałam się kilka kroków dalej.

— Edie Maciejewska (Mieszkanka Warszawy) https://www.facebook.com/edie.maciejewska/posts/10205965710129216
Reposted fromdreamadream dreamadream viaaletodelio aletodelio
indygo
Reposted fromtfu tfu viayourhabit yourhabit
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl